Radio zmienia częstotliwość poniedziałek, kwi 7 2008 

Dlaczego stacja radiowa ma inną częstotliowść w różnych miastach? Czy to nie denerwujące?

Okazuje się, że to nie wina urzędników przyznających koncecje i rozdzielających złośliwie częstotliowści.

To konieczość wynikająca z fizyki fal radiowych. Otóż fale ultrakrótkie, na których nadają stacje radiowe, mają mały zasięg – możemy dobierać np. drugi program Polskego Radia tylko kilkadzisiąt kilometrów od nadajnika (oczywiście pod warunkiem, że jest to porządny nadajnik umieszczony na wysokim maszcie albo wieżowcu).

Z innymi rodzajami fal takich kłopotów nie ma. Fale długie mają zdolność uginania się o przenoszenia sygnału hen daleko. Z kolei fale krótkie odbijają się od jonosfery (warstwy atmosfery znajdującej się na wysokości 50-60 km), więc możemy tak wycelować nadajnik, żeby nasz sygnał dotarł naprawdę daleko.

Wracając do naszych codziennych fal ultrakrótkich, gdyby np takie Radio Zet miało jedną częstotliowość w całej Polsce, na obszarach, do których dochodziłby sygnał z dwóch nadajników – a takich obszarów nie jest mało – dźwięk byłby bardzo zakłówcony przez nakłada się tych sygnałów. Żeby tego uniknąć częstoliwości, na których nadawany jest ten sam program przez sąsiadujące nadajniki, muszą być inne.

I stąd cała niewygoda kręcenia gałką na wakacjach w radiu wziętym z domu.

Trzy, cztery niedziela, kwi 6 2008 

Często kiedy jakaś grupa zaczyna piosenkę, ktoś mówi: „trzy cztery”. Całkiem normalnie albo nawet zwalniając typy: „trzy czte ry”.

Czy to ułatwia zaśpiewanie? Na ogół nie. Ma to sens tylko wtedy, kiedy osoba wypowiadajace te słowa – nazwijmy ja sobie dyrygentem – potrafi przekazać informację o tempie utworu, w jakim na się zacząć.

Dyrygent powinien więc odmierzyć dwa równe odstępy czasowe, bo po jednym nie da się odgadnąć jego intencji. Na pewno nie może zwalniać.

Czy tak się dzieje na profesjonalnych koncertach? Czy dyrygent mówi „trzy cztery”?

TAK! Z tym, że nie mówi, a pokazuje – machnie dyskretnie kilka razy, ale ponieważ zespół doskonale wie, w jakim tempie ma zaczać, ogranicza się to do hmm… powiedzmy półmachnięcia.

Zwróćcie też uwagę na koncertach rockowych, co robi perkusista na początku każdego utworu. Uderza w pałeczki. Na ogół czterokrotnie. To jest właśnie jego trzy-cztery, a właściwie raz-dwa-trzy-cztery.

I tutaj odkrywamy tajemnicę tych dwóch słów. To są po prostu dwie ostatnie miary taktu – w tym wypadku utworu na cztery (a takich jest większość; w muzyce rozrywkowej rzadko mamy do czynienia z czymś innym) . Przy walcu albo naszym Mazurku Dąbrowskiego, który liczy się na trzy, powinno sie raczej mówić dwa-trzy, ale kto o to dba.

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.